Wiem, że mało ludzi tu zagląda, ale skoro już jesteś...
Przeczytaj. Zastanów się. Mam nadzieję, że uda mi się przekazać to wszystko tak jak bym chciała.
A więc obejrzałam ostatnio bardzo mocny film. Można powiedzieć, że utwierdził mnie w moich poglądach.
Od długiego czasu zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim. Dlaczego bogaci ludzie kierują za papierki naszym życiem. Bawią się nami. Nasze życie spoczywa w rękach gigantycznych korporacji. Straciliśmy prawo wyboru. Stoimy na świecie wśród miliardów takich samych jak my ludzi, przekonanych o wyższości swojego gatunku nad innymi. Dlaczego?
"Postęp nauki, techniki" powiesz.
Przecież wiemy już wszystko.
A w całej tej wiedzy jest tyle nierozwiniętych odpowiedzi. Tyle niezbadanych, niewyjaśnionych zagadnień. Myślimy, że umiemy kontrolować kogoś, a nie umiemy dobrze panować nad własnymi rządzami, nad własnym zachowaniem. Usiłujemy wejść w psychikę wszystkiego co ją ma. Zaspokajamy ciekawość świata. I bardzo dobrze, prawda? Tyle, że zanim się obejrzymy możemy nie mieć już czego badać. Nie o to chodzi, że zginie świat. To my zaczniemy wygasać. Bo czym jesteśmy w obliczu natury? Ona wciąż nas selekcjonuje. Próbujemy ją kontrolować. Myślę, że nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować. Nie w ten sposób. W końcu odejdziemy. Przejdziemy do historii, zgniecie nas ewolucja. O ile jej nie zatrzymaliśmy. Jeśli to się udało zgniecie nas własne lenistwo, wspomniane w filmie.
Wielokrotnie mówi się, że twoje życie - twoja historia. Zapanuj nad sobą i żyj tak jak chcesz. Nie masz żadnych ograniczeń. Nie trać siebie. Nie pozwól SOBIE zgubić się w masie.
Mów to co czujesz, nie oszukuj nikogo, bo w końcu zaczniesz oszukiwać siebie.
Zatrzymaj się i rozejrzyj. Możesz wszystko zmienić. Umrzesz ty, ale nie umrą twoje działania.
Zawsze pozostaniesz przyczyną.
Pamiętaj, że jesteś częścią tego wszystkiego.
sobota, 12 marca 2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Grupy, fandomy... SZUFLADKI.
Dobry, wiadrzątka.
Mam wrażenie, że swoimi notkami tutaj tworzę nową formę wypowiedzi. Niedługo będziemy wszyscy zaliczać na polskim "Korozkminy".
Żartowałam. Nieśmieszne, prawda? Wiem.
Nieśmieszne żarty to moja specjalność.
A teraz przejdźmy do tematu dzisiejszego wpisu. Czy nie zauważyliście, jak specyficzne są grupy ludzi zainteresowanych wschodnią Azją? A raczej wszystkiego, co ma przedrostek "j-", "k-" albo nazywa się manga i anime. Otóż takie grupki tworzą fandomy. Całe, ogromne społeczności wielbiące... Właściwie... Nie, nie będę pisać tego w ten sposób. Oto przykładowe przykazania (ustalone umownie) przyjęte przez te grupy.
1. Nie możesz lubić fragmentu gatunku. Lubisz cały gatunek, albo po prostu nie powinieneś lubić tego, czego lubisz.
2. Jeśli już naprawdę nie umiesz wielbić całego gatunku... Musisz znać podstawy! Bo przecież jak żyć bez znajomości podstawowych zespołów, serii, nazwisk. No jak?
3. Jeżeli już kontaktujesz się ze społecznością j-/k-/m&a, oznacza to, że przedmiot zainteresowania stanowi całe twoje życie.
4. Dokładnie całe.
5. I nie próbuj się wykręcać, pozerze.
6. Nie lubisz fanficków? Zgiń. I tak nie masz życia. Fanficki to życie.
7. OBOWIĄZKOWO musisz uczyć się języka japońskiego (w mniejszościach koreańskiego) i wplatać w rozmowę od czasu do czasu: a)japońskie słówko; b)japońską emoji; c)aluzję, że ktoś powinien zacząć uczyć się japońskiego, bo jak można nie rozumieć, przecież to proste słówko i w anime jest często.
Przeczytane? Nie brzmi absurdalnie?
Wiele osób tak myśli, tak się zachowuje. Jednak sytuacja ta ma swoje przełożenie także na inne grupki skoncentrowane wokół gatunku muzycznego, jednak mając kontakt z wieloma społecznościami, największe zamknięcie zauważam właśnie w tych "dżej kej em end ej".
Ludziom ciężko jest zrozumieć, że niekoniecznie musi interesować nas wszystko to, co ich. Trudno jest postawić się w innym punkcie widzenia. Dlatego myślenie i procesy, które analizują coś bezustannie w naszych mózgach powinny zachodzić na wielu płaszczyznach. Przynajmniej mogłyby. Nie jest to wielce ważna kwestia, ale jest ona dosyć irytująca, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Ludzie są naprawdę różni. Sęk w tym, żeby tę dziwność akceptować i nie przeszkadzać sobie nawzajem.
Spotkaliście się kiedyś z czymś... słabym, jeśli chodzi o konkretne grupy, podgrupy, fandomy?
Mam wrażenie, że swoimi notkami tutaj tworzę nową formę wypowiedzi. Niedługo będziemy wszyscy zaliczać na polskim "Korozkminy".
Żartowałam. Nieśmieszne, prawda? Wiem.
Nieśmieszne żarty to moja specjalność.
A teraz przejdźmy do tematu dzisiejszego wpisu. Czy nie zauważyliście, jak specyficzne są grupy ludzi zainteresowanych wschodnią Azją? A raczej wszystkiego, co ma przedrostek "j-", "k-" albo nazywa się manga i anime. Otóż takie grupki tworzą fandomy. Całe, ogromne społeczności wielbiące... Właściwie... Nie, nie będę pisać tego w ten sposób. Oto przykładowe przykazania (ustalone umownie) przyjęte przez te grupy.
1. Nie możesz lubić fragmentu gatunku. Lubisz cały gatunek, albo po prostu nie powinieneś lubić tego, czego lubisz.
2. Jeśli już naprawdę nie umiesz wielbić całego gatunku... Musisz znać podstawy! Bo przecież jak żyć bez znajomości podstawowych zespołów, serii, nazwisk. No jak?
3. Jeżeli już kontaktujesz się ze społecznością j-/k-/m&a, oznacza to, że przedmiot zainteresowania stanowi całe twoje życie.
4. Dokładnie całe.
5. I nie próbuj się wykręcać, pozerze.
6. Nie lubisz fanficków? Zgiń. I tak nie masz życia. Fanficki to życie.
7. OBOWIĄZKOWO musisz uczyć się języka japońskiego (w mniejszościach koreańskiego) i wplatać w rozmowę od czasu do czasu: a)japońskie słówko; b)japońską emoji; c)aluzję, że ktoś powinien zacząć uczyć się japońskiego, bo jak można nie rozumieć, przecież to proste słówko i w anime jest często.
Przeczytane? Nie brzmi absurdalnie?
Wiele osób tak myśli, tak się zachowuje. Jednak sytuacja ta ma swoje przełożenie także na inne grupki skoncentrowane wokół gatunku muzycznego, jednak mając kontakt z wieloma społecznościami, największe zamknięcie zauważam właśnie w tych "dżej kej em end ej".
Ludziom ciężko jest zrozumieć, że niekoniecznie musi interesować nas wszystko to, co ich. Trudno jest postawić się w innym punkcie widzenia. Dlatego myślenie i procesy, które analizują coś bezustannie w naszych mózgach powinny zachodzić na wielu płaszczyznach. Przynajmniej mogłyby. Nie jest to wielce ważna kwestia, ale jest ona dosyć irytująca, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Ludzie są naprawdę różni. Sęk w tym, żeby tę dziwność akceptować i nie przeszkadzać sobie nawzajem.
Spotkaliście się kiedyś z czymś... słabym, jeśli chodzi o konkretne grupy, podgrupy, fandomy?
sobota, 2 stycznia 2016
Korozkminy - sens życia
Dokąd pędzimy? Jaki jest sens życia?
Koro rozmyśla po raz drugi, zupełnie nie w temacie Pralki. Dlatego jest ten blog. Może nie odnajdziemy sensu życia, ale w każdym razie, sens istnienia tego bloga jest.
Ktoś w ogóle jeszcze to czyta?
Zastanawialiście się kiedyś, po cholerę staramy się przejmować tym, co pomyślą inni? Ileż to ludzi stoi nawet na koncertach jak słupy soli, bo "jak to się tak zachowywać?". Po co podpinać się do kategorii?
Często tak mam, że ludzie pytają mnie, czy jestem metalem, czy ten i ten element mojej garderoby to jakiś manifest.
W tym momencie jedynym moim manifestem jest "Mam to w nosie"/"I tak masz to gdzieś" i zmieniamy temat. A więc wiemy już co sensem życia nie jest! Brawo. Nie jest nim szufladkowanie się i ograniczanie. A więc czy jesteśmy po prostu jednym wielkim bałaganem w różnych szufladach, a za cel mamy wyjście z tej naszej, domowej i zjednoczenie się... By stworzyć nową szufladę.
To nie ma sensu, nie?
Wiem.
Jeśli jeszcze jesteś ze mną, gratuluję. Przejdziemy teraz do etapu kategoryzacji społeczeństwa i stereotypów,
Skoro wspomniałam o szufladach, warto byłoby wspomnieć też o ich rodzajach. Mamy tutaj formy rodzicielskie i pochodne. Rodzicielskie, czyli te, z których w pierwszej kolejności co niektórzy się wyrywają. Są to szuflady, w których panują poglądy naszego otoczenia. Możemy także w niej pozostać, ale niektórzy robią hop do szufladki opatrzonej napisem "subkultura". Tam się dzieje. Znajduje ludzi bliskich sobie, jednostce się podoba, bo jest inna. Owszem, jest. Ale w swojej inności jest taka sama jak każdy. Czyli z jednej strony mamy typy, a z drugiej nie. To trochę jak komórki i substancja międzykomórkowa tkanki łącznej. Jest sobie wielka papka, a w niej małe ośrodki. Bez przerwy panuje wymiana substancji. I tak to jest, wszystko się mieli i miesza. Co byśmy nie zrobili, i tak będziemy częścią całej te masy. Jak mawiają "Jesteś brany pod uwagę, nie spierdol tego."
Jeśli wiemy już jak to wszystko przebiega, dojdźmy do tego, co jest sensem tego życia. Po co stało się bum i stworzyło gigantyczną bombkę, na której codziennie masy mikrobów zapieprzają zarobić na pożywienie.
Może to po prostu jakaś część gry?
Może jesteśmy po prostu wielką spleśniałą kanapką jakiegoś Wielkiego Guru i będziemy żyć póki matka nie wparuje mu do pokoju z odkurzaczem?
Jakie to wszystko głupie.
Jednak gdy tak pomyśleć... Skoro jesteśmy kanapką to jaki jest sens istnienia kanapki?
Ktoś ją tworzy, wzbogaca składnikami,a potem ktoś ją zjada i żyje dalej. Ewentualnie kanapka jest wrzucona pod łóżko i odchodzi w zapomnienie, póki nie zacznie śmierdzieć. Do licha, czy z ludźmi nie jest tak samo? Tylko... Dla kogo my żyjemy?
Dla siebie?
Absurdalne. Nie do pomyślenia.
Ale jakże prawdziwe.
Nie jestem pewna, czy nie utworzyłam nowej ideologii, ale jeśli nawet to co z tego? Po prostu chwytajcie każdą chwilę, zapamiętujcie, żyjcie w tym roku dla siebie. Zróbcie coś, żeby uświadomić to innym. Po prostu... Szczęśliwego Nowego Roku ;)
Koro rozmyśla po raz drugi, zupełnie nie w temacie Pralki. Dlatego jest ten blog. Może nie odnajdziemy sensu życia, ale w każdym razie, sens istnienia tego bloga jest.
Ktoś w ogóle jeszcze to czyta?
Zastanawialiście się kiedyś, po cholerę staramy się przejmować tym, co pomyślą inni? Ileż to ludzi stoi nawet na koncertach jak słupy soli, bo "jak to się tak zachowywać?". Po co podpinać się do kategorii?
Często tak mam, że ludzie pytają mnie, czy jestem metalem, czy ten i ten element mojej garderoby to jakiś manifest.
W tym momencie jedynym moim manifestem jest "Mam to w nosie"/"I tak masz to gdzieś" i zmieniamy temat. A więc wiemy już co sensem życia nie jest! Brawo. Nie jest nim szufladkowanie się i ograniczanie. A więc czy jesteśmy po prostu jednym wielkim bałaganem w różnych szufladach, a za cel mamy wyjście z tej naszej, domowej i zjednoczenie się... By stworzyć nową szufladę.
To nie ma sensu, nie?
Wiem.
Jeśli jeszcze jesteś ze mną, gratuluję. Przejdziemy teraz do etapu kategoryzacji społeczeństwa i stereotypów,
Skoro wspomniałam o szufladach, warto byłoby wspomnieć też o ich rodzajach. Mamy tutaj formy rodzicielskie i pochodne. Rodzicielskie, czyli te, z których w pierwszej kolejności co niektórzy się wyrywają. Są to szuflady, w których panują poglądy naszego otoczenia. Możemy także w niej pozostać, ale niektórzy robią hop do szufladki opatrzonej napisem "subkultura". Tam się dzieje. Znajduje ludzi bliskich sobie, jednostce się podoba, bo jest inna. Owszem, jest. Ale w swojej inności jest taka sama jak każdy. Czyli z jednej strony mamy typy, a z drugiej nie. To trochę jak komórki i substancja międzykomórkowa tkanki łącznej. Jest sobie wielka papka, a w niej małe ośrodki. Bez przerwy panuje wymiana substancji. I tak to jest, wszystko się mieli i miesza. Co byśmy nie zrobili, i tak będziemy częścią całej te masy. Jak mawiają "Jesteś brany pod uwagę, nie spierdol tego."
Jeśli wiemy już jak to wszystko przebiega, dojdźmy do tego, co jest sensem tego życia. Po co stało się bum i stworzyło gigantyczną bombkę, na której codziennie masy mikrobów zapieprzają zarobić na pożywienie.
Może to po prostu jakaś część gry?
Może jesteśmy po prostu wielką spleśniałą kanapką jakiegoś Wielkiego Guru i będziemy żyć póki matka nie wparuje mu do pokoju z odkurzaczem?
Jakie to wszystko głupie.
Jednak gdy tak pomyśleć... Skoro jesteśmy kanapką to jaki jest sens istnienia kanapki?
Ktoś ją tworzy, wzbogaca składnikami,a potem ktoś ją zjada i żyje dalej. Ewentualnie kanapka jest wrzucona pod łóżko i odchodzi w zapomnienie, póki nie zacznie śmierdzieć. Do licha, czy z ludźmi nie jest tak samo? Tylko... Dla kogo my żyjemy?
Dla siebie?
Absurdalne. Nie do pomyślenia.
Ale jakże prawdziwe.
Nie jestem pewna, czy nie utworzyłam nowej ideologii, ale jeśli nawet to co z tego? Po prostu chwytajcie każdą chwilę, zapamiętujcie, żyjcie w tym roku dla siebie. Zróbcie coś, żeby uświadomić to innym. Po prostu... Szczęśliwego Nowego Roku ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)