niedziela, 17 stycznia 2016

Grupy, fandomy... SZUFLADKI.

Dobry, wiadrzątka.
Mam wrażenie, że swoimi notkami tutaj tworzę nową formę wypowiedzi. Niedługo będziemy wszyscy zaliczać na polskim "Korozkminy".

Żartowałam. Nieśmieszne, prawda? Wiem.
Nieśmieszne żarty to moja specjalność.

A teraz przejdźmy do tematu dzisiejszego wpisu. Czy nie zauważyliście, jak specyficzne są grupy ludzi zainteresowanych wschodnią Azją? A raczej wszystkiego, co ma przedrostek "j-", "k-" albo nazywa się manga i anime. Otóż takie grupki tworzą fandomy. Całe, ogromne społeczności wielbiące... Właściwie... Nie, nie będę pisać tego w ten sposób. Oto przykładowe przykazania (ustalone umownie) przyjęte przez te grupy.

1. Nie możesz lubić fragmentu gatunku. Lubisz cały gatunek, albo po prostu nie powinieneś lubić tego, czego lubisz.
2. Jeśli już naprawdę nie umiesz wielbić całego gatunku... Musisz znać podstawy! Bo przecież jak żyć bez znajomości podstawowych zespołów, serii, nazwisk. No jak?
3. Jeżeli już kontaktujesz się ze społecznością j-/k-/m&a, oznacza to, że przedmiot zainteresowania stanowi całe twoje życie.
4. Dokładnie całe.
5. I nie próbuj się wykręcać, pozerze.
6. Nie lubisz fanficków? Zgiń. I tak nie masz życia. Fanficki to życie.
7. OBOWIĄZKOWO musisz uczyć się języka japońskiego (w mniejszościach koreańskiego) i wplatać w rozmowę od czasu do czasu: a)japońskie słówko; b)japońską emoji; c)aluzję, że ktoś powinien zacząć uczyć się japońskiego, bo jak można nie rozumieć, przecież to proste słówko i w anime jest często. 


Przeczytane? Nie brzmi absurdalnie?
Wiele osób tak myśli, tak się zachowuje. Jednak sytuacja ta ma swoje przełożenie także na inne grupki skoncentrowane wokół gatunku muzycznego, jednak mając kontakt z wieloma społecznościami, największe zamknięcie zauważam właśnie w tych "dżej kej em end ej".
Ludziom ciężko jest zrozumieć, że niekoniecznie musi interesować nas wszystko to, co ich. Trudno jest postawić się w innym punkcie widzenia. Dlatego myślenie i procesy, które analizują coś bezustannie w naszych mózgach powinny zachodzić na wielu płaszczyznach. Przynajmniej mogłyby. Nie jest to wielce ważna kwestia, ale jest ona dosyć irytująca, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Ludzie są naprawdę różni. Sęk w tym, żeby tę dziwność akceptować i nie przeszkadzać sobie nawzajem.

Spotkaliście się kiedyś z czymś... słabym, jeśli chodzi o konkretne grupy, podgrupy, fandomy?

1 komentarz:

  1. Cieszyłabym się z ''Kororozkminów'' na polskim. XD
    Co do wszystkich "dżej kej em end ej" się zgadzam. Przy okazji, nie raz mi wstyd się przyznać, że ''tak, lubię czasem obejrzeć anime, przeczytać mangę'', ale już nie dlatego, że typową reakcją jest takie ''ee, to są te pokemony, nie?'', tylko z tego powody, że nie chcę być zaliczana do worka, czy jak wolisz - szuflady z wieloma naprawdę dzikimi ludźmi, tworzącymi ten fandom. No i też u mnie jest tak że bardziej interesuje mnie historia, kultura, sztuka, tradycje Japonii, niż oglądanie japońskich kreskówek.
    ''(...) wplatać w rozmowę od czasu do czasu: a)japońskie słówko; (...)'' - Ach, coś czego nie znoszę, jak właściwie ogólnie używania slangu, (bo wplatanie angielskich słów jest slangiem, więc japońskich również, prawda?) w rozmowach z osobami niekoniecznie zorientowanymi. Sama wielokrotnie gryzę się w język, tyle że przy innych słowach, bo mimo że japońskiego uczę się 'na poważnie', to wyrażeń typu 'ohhh sekai jest taki cudowny!' albo 'ale kawaii nekoś!' się pozbyłam ze słownika, ale zawsze - zamiast użyć jakiekolwiek slangowego słowa, używam nieraz całkiem długiego 'zdania objaśniającego' właściwie to co miałam na myśli.
    Ze słabymi rzeczami spotykam się głównie u otaku, patrząc na wyścigi typu 'jestem bardziej otaku niż inni!'. D: Albo 'mój superbohater pokona twojego superbohatera!', powodujące często naprawdę żałosne dyskusje na forach.
    A i ten, co do znajomości imion, nazwisk np. muzyków - heh, moim zdaniem jest to właściwie zbędne...
    Przynajmniej tych grających w różnych zespołach. Dla przykładu - mój brat słucha Slayera od dawien dawna, a nawet nie wie jak nazywa się wokalista. Ja świadomie - że tak powiem, bo ogólnie tego zespołu słucham od urodzenia, tyle że jak miałam z 5/6 lat, to niezbyt mnie obchodziło w rytm czego skaczę - słucham od kilku miesięcy, a skład mam obczajony. Po co? Żeby wyszukiwać głupotki jakie potrzebne są do szczęścia dzikiej fance. :") Okay, zaraz napiszę komentarz dłuższy od notki, już kończę.
    ,,Ludzie są naprawdę różni. Sęk w tym, żeby tę dziwność akceptować i nie przeszkadzać sobie nawzajem.''
    Bardzo ładnie to brzmi, dobrze by było, gdyby więcej osób myślało jak Ty. :D

    OdpowiedzUsuń